Może nie kawał… ale kawałeczek.

Jest lepiej, ale mogłoby być jeszcze o wiele lepiej. Jak w tytule.. mieliśmy pokazać kawał dobrego basketu, a pokazaliśmy jedynie kawałeczek – w pierwszej połowie.

Po pierwszej kwarcie i naszym prowadzeniu nic nie zapowiadało końcowego wyniku. Gra szła po naszej myśli, dość dobra skuteczność i składne akcje zaczeły procentować i nie można było mieć zbyt wiele do zarzucenia po tej i kolejnej odsłonie gry. W trzeciej kwarcie coś pękło.. Technik odskoczył na parenaście oczek w pierwszych minutach 3 kwarty a później już zamiast gonić to pomagaliśmy im uciekać. Rozszalał się zawodnik z nr. 40, który w paru akcjach, nieupilnowany dorzucił z rzędu pare ładnych trójek i przewaga już się dość mocno zaznaczyła.

Tak więc godne zapamiętania z tego meczu są dwie pierwsze kwarty. O dwóch kolejnych znowu trzeba zapomnieć. Może jak Adam Małysz, powinniśmy zainwestować w jakiegoś psychologa ;) Bo to siedzi gdzieś głęboko.. gdy gwizdki są na naszą niekorzyść, kosz nie chce ściągać piłek do środka, to dzieje się coś niedobrego i zamiast walczyć z tym, drużyna się poddaje. Z przeciwnikami, jakich mamy w tej grupie, takie poddawanie się nie wychodzi na dobre, bo bardzo dobrze potrafią taką nieuwagę wykorzystać.. i po raz kolejny musimy schodzić pokonani.

Teraz mecz z Klimartem. Progres…

Jedna odpowiedź do “Może nie kawał… ale kawałeczek.”

  1. darek mówi:

    czy dzis czytaj sobota trenujemy czy też nie?

Dodaj komentarz